niedziela, 21 grudnia 2008

Profanacja live Bytom

Totalny Rozpierdol Systemu

"Że punk rock niejedno ma imię, nieustannie dowodzi zespół Profanacja. Jego początki sięgają końca lat 80-tych zeszłego stulecia, jednak wrodzona nieumiejętność wpasowywania się w jakiekolwiek mody, trendy, sceny i inne cool-sprawy, oraz brak aparycji scenicznych idoli, już na starcie uczyniły z nich outsiderów. Co zresztą nie przeszkodziło wielu ich wczesnym piosenkom na stałe wpisać się do "śpiewnika obowiązkowego" polskiego punk rockowca. Choć trzeba przyznać, że uporczywe przyznawanie się do fascynacji zespołem Rush i Frankiem Zappą na pewno im w tym nie pomogło. Dziś przypominamy te wczesne, najbardziej punkowe piosenki na kompaktowej reedycji kasety "Zdarza się".
Około 1993 roku Profanacja dała sobie spokój ze sobą, ale po ostatecznym uporaniu się z kwestiami wieku dojrzewania, rok 2002 przyniósł comeback tej nietuzinkowej grupy. Kolejne koncerty potwierdzały, że mimo pewnego "u-rockowienia" brzmienia Profanacji, undergroundowa publiczność potrafi docenić nieszablonową wersję czadu popartą interesującymi tekstami, jednego z lepszych tekściarzy współczesnej sceny - Arka Bąka. Wydali wówczas album "Światowątpliwości". Dwa lata później mamy zaszczyt przedstawić państwu ich drugą płytę.
"Znak" z pewnością dojrzą i ucieszy tych, którzy słuchali kiedyś Bad Brains, oraz czytali Vonneguta. A pewnie i tych, którym niespecjalnie po drodze z upupioną, kolorową i powierzchowną rzeczywistością AD 2005. "Znak" to gorzkie, może trochę cyniczne, z pewnością interesujące, wręcz bulwersujące spojrzenie na to, co dzieję się wokół nas. Trudno zdefiniować ich mieszankę hard core'a, punka i rocka. Kochali i kochają nadal Bad Brains, a wokalista zeznał, że "już dawno nie darł ryja tak jak na tej płycie", ale nie zadowalają ich zbyt proste utwory, choć nie stronią też od ładnych melodii. Wymagający będą zadowoleni.
Aby rozkminić kilka wątków związanych z obiema płytami Profanacji, które właśnie ujrzały światło dzienne, pozwoliłem obie przeprowadzić wywiad z Arkiem Bakiem, od zawsze wokalistą tekściarzem i "mordą" Profanacji. (B)

- Zacznijmy z grubej rury, filozoficznie, żeby przykuć uwagę uważnych czytelników, a resztę od razu zniechęcić. Jak to jest z tym życiem po 30-tce? Ma sens? Nie ma sensu?

- Niech pomyślę... O sensie życia?

- Po 30-tce!

- Już powoli się zastanawiam nad sensem życia po 40-stce... Ale to jeszcze 3 lata! A po trzydziestce ma, jak każde, o ile się tego sensu potrzebuje i próbuje go określić...

- Ja dokładnie pije do czegoś co kiedyś powiedziałeś.

- A co powiedziałem? Bo kojarzy mi się tylko cytat z Janerki (chyba że się bezczelnie podszyłem...)?

- Dokładnie. Podobno Janerka mówił kiedyś coś w stylu, że życie po 30-tce już nie ma sensu i dopiero teraz odkryłeś trafność tej maksymy.

- Aha. No to przepraszam... Na pewno po trzydziestce ma się mniej złudzeń, choć to raczej umowna granica - jedni mogą stracić je trochę prędzej, inni trochę później... I trzeba trochę nad tym sensem popracować.

- Ja pamiętam z Kurta Vonneguta - "życie na ziemi nie ma sensu chyba ze sobie sami coś wymyślimy".

- Właśnie. Przyroda nie wytworzyła czegoś takiego jak sens życia. Potrzeba szukania czegoś takiego to chyba efekt uboczny powstania ludzkiego mózgu... A wracając do tej "potrzydziestki", to w wieku nastu, czy dwudziestu-kilku lat wierzy się jeszcze w plany typu "będę w życiu taki czy siaki, zrobię to i tamto", a w tym wieku dochodzi się do wniosku, że jeśli czegoś dotąd nie zrobiliśmy, to już wiele nie zmienimy... Raczej.

- A Janerka to chyba Twój tekściarski idol? Podobno go spotkałeś nie tak dawno temu. Podobno nawet do Ciebie dzwonił. Pochwal się.

- Powiedzmy, że był idolem do czasu "Plagiatów"... Tak, to prawda, dzwonił. Po jakimś koncercie dałem mu naszą płytę. Obiecał, że posłucha i zadzwoni. Zadzwonił już następnego dnia rano. Pytał, czy nie mam numeru do klubu, w którym był koncert, bo zapomnieli jakiegoś wzmacniacza. Nie miałem. Więcej z gościem nie gadałem.

- To cię rozczarował pewnie?

- Nie no, tak poważnie to raczej nie wierzyłem, żeby naprawdę chciało mu się tego słuchać, a tym bardziej później dzwonić.

- Porozmawiajmy o zespole. W ciągu kilku miesięcy ukazują się dwie wasze płyty. Czy to oznaka jakiejś prosperity Profanacji?

- W sensie wydawniczym na pewno. Niestety, nie będę udawał, że tak poza tym wiedzie nam się za dobrze... Przede wszystkim jakoś nikt nas nie chce zapraszać na koncerty - ostatni raz graliśmy koncert w lipcu! Pewnie za drogo bierzemy... Ale mam nadzieję, że może od nowego roku coś się zmieni...

- Ja podejrzewam, że - jak to się teraz mądrze mówi - nie trafiacie w swój "target", albo nie macie żadnego "targetu"!

- Całkiem prawdopodobne są obie opcje.

- Zastanawiacie się czasami dla kogo są te piosenki?

- Chyba przy robieniu muzyki nie myślimy o żadnych targetach, licząc naiwnie, że komuś i tak to się spodoba... Nie potrafiłbym wymyślać czegoś z nastawieniem: "nie, zaraz... tak być nie może, bo to się nie spodoba punkom'77... a może tak? O! jakby to zmienić na takie ska, to przynajmniej rudeboy'owcy będą zadowoleni"... Czyli, reasumując, sami jesteśmy sobie winni...

- "Zdarza się" i "Znak" dzieli prawie 15 lat. Jakieś refleksje z tym związane? Jak ci się żyje w tych nowych czasach? Wychwalacie "konsumpcyjne dobra-dobra" panie Bąku czy niekoniecznie?

- Niekoniecznie, choć - z drugiej strony - nie zamierzam iść w ślady Mahatmy Gandhiego... Właściwie nie aż tak wiele się zmieniło, poza tym, że jedni się pożenili, inni (ja i perkusista) jakoś nie... Dobra-dobra mają swoje zalety, tylko zbyt często - podejrzewam - przesłaniają wszystko inne...

- Z tego co cię poznałem to Ty się dopasować do tych nowych czasów ani nie chcesz ani nie potrafisz. Nie wiem co bardziej…

- Może - pochlebiam sobie - bardziej nie chcę... Wiesz, jakiś czas temu miałem duże problemy z pracą. Teraz mam na szczęście dobrą pracę wymagającą kontaktu z ludźmi, i jakoś potrafię się przemóc i być miły, uśmiechnięty, i - modne słowo! - merytoryczny. To jak noszenie ubrania roboczego... Tak więc na krótki czas i za pieniądze potrafię się przystosować.

- No to gratuluję. Ale mnie ostatnio wszystkie zespoły PUNKOWE z którymi robię wywiady mówią, że są outsiderami.

- No to widocznie są. Masz jakieś wątpliwości? Czy też chodzi o to, że w takim razie jesteśmy zespołem PUNKOWYM... A jeśli tak... Masz jakieś wątpliwości?

- No właśnie nie. Nie macie targetu, nie dopasowujecie się do nikogo i niczego...

- Czyli przynajmniej "moralnie" możemy czuć się zwycięzcami, nie? Poważniej to jednak zespół to - w naszym wypadku - czterech zupełnie różnych ludzi, każdy do tego podchodzi inaczej... Ja w sprawach "światopoglądowych" wypowiadam się wyłącznie za siebie.

- No to ja tylko tak chciałem zasugerować, zwłaszcza, że chyba gdzieś na forum www.profanacja.pl podałeś bardzo zgrabną definicję punk rocka, według której jesteście punk jak diabli. Pamiętasz ją?

- Coś mi się kojarzy... Chodziło zdaje się o bezczelność i szydzenie z autorytetów? No, jeśli ktoś się z tą definicją zgadza, to faktycznie - pochlebiam sobie, że jesteśmy "punk jak diabli"...



- Wracając do czasów to przynajmniej zespołowi jest chyba łatwiej teraz niż w czasach "Zdarza się"?

- Raczej jednak - paradoksalnie - trudniej. Przede wszystkim ciężej jest np. umówić się na próbę, bo jeden nie ma kogo zostawić z dziećmi, drugiego żona nie chce puścić... Wtedy wszyscy byli wolni jak ptacy, dziś tylko ja. Wtedy nie było też problemów ze sprzętem, bo w każdej wsi działał jakiś Dom Kultury, w którym były jakieś Eltrony i stara perkusja, i jak nie w jednej, to w drugiej można się było na jakiś czas załapać na próby... Teraz trzeba sobie samemu kupić sprzęt i wymyślić miejsce... Ale nie chcę, żeby to wyglądało na jakieś biadolenie - dajemy radę!

- Ha, ha. A ja ci chciałem znów udowodnić, że nieprawda, że "za komuny było lepiej" jak kiedyś pisałeś.... Nagrałbyś dwie płyty w dobrym studio, rok po roku, w 1990?

- Za takie pieniądze jak teraz, bez problemu - oczywiście biorąc poprawkę na rozwój przez te lata techniki nagraniowej, raczej niezależny od polityki... A w 1990 już od roku była wolność! Ale żeby Cię uspokoić niech będzie: za komuny było strasznie źle.

- Coś nieszczerze to zabrzmiało… Płyta się nazywa "Znak". Możesz zdradzić skąd natchnienie do tego tytułu? Bo nie wszyscy chyba kojarzą objawienie z "czerwono-białym T na tle niebieskim".

- To takie luźne skojarzenie... Chodziło mi o to, że religie, a zwłaszcza fanatyzm religijny, nie prowadzą do niczego dobrego, a jedynie zaślepiają swych wyznawców. Stąd takie skróty myślowe - ślepy - ślepa uliczka - znak drogowy "ślepa uliczka" (czerwono-białe "T" na tle niebieskim) - znak od Boga...

- Ten temat wraca ostatnio jak bumerang w piosenkach Profanacji. Straszny ateusz z ciebie. Matka i katecheta nigdy Cię nie ostrzegali, że za te bluźnierstwa-szyderstwa będziesz się w piekle smażył?

- Nie... W piekle? Smażył? O cholera, nie pomyślałem o tym... I co teraz? Dałoby się jakoś wycofać tę płytę ze sprzedaży...? Albo może wyłożę jakąś sumę na Szpital Opatrzności Bożej w Licheniu...?


- To musiałaby być duuuuża suma. Ja poważnej odpowiedzi oczekuje.

- No dobrze. Rzeczywiście jestem ateistą, czy mówiąc mniej oficjalnie - nie wierzę w Boga. Uważam, że mam prawo do głoszenia swoich przekonań, tak samo jak mają do tego prawo ludzie wierzący wszelkich religii. Złości mnie zarówno dominacja religijnego światopoglądu w mediach, jak i dyskryminowanie ateistów. Państwo jest - podobno - neutralne światopoglądowo... A wczoraj w Wiadomościach mówiono zupełnie poważnie o problemie, czy dzieci, które umarły przed chrztem idą do nieba, piekła, czyśćca, czy do jakiegoś czwartego miejsca... Wypowiedzi "ekspertów" itd. Przedwczoraj relacja z cudów dokonywanych przez poprzedniego papieża... Jakaś paranoja... A w jakichkolwiek oficjalnych wypowiedziach "autorytetów moralnych", słowo "ateiści" wymawiane jest w najlepszym wypadku z politowaniem, jakby chodziło o jakichś biednych, ciemnych głupców... A przecież to nie my wierzymy w to, że woda zalała kiedyś całą kulę ziemską (przykrywając również Mont Everest), a następnie spłynęła do morza...

- Skoro wspomniałeś papieża, to jest to chyba twój ulubiony bohater. Domyślam się, że odeszło wraz z nim poważne źródło inspiracji i twoje teksty będą połowę krótsze, bo ten Niemiec chyba go nie zastąpi.

- No. Niemiec jest kiepski - tu chyba zgodzą się wyjątkowo ze mną wyznawcy Radyja... A - ponieważ, jak się domyślam, oczekujesz poważnej odpowiedzi - poważniej mówiąc, nie tyle papież mnie inspirował (klecha jak klecha, nic do niego nie miałem), co społeczna paranoja związana w Polsce z jego osobą... Nawet zagraniczne katolickie media zżymały się nad tłumami Polaków na Placu Św.Piotra, które ryczały "niech żyje papież", w połowie przemowy o głodzie na świecie czy cierpieniu ofiar wojny... Tak że to, że będzie mi tego brakowało, tylko mnie cieszy.

- Czy trzeba być "wyrobionym słuchaczem", żeby docenić nowe piosenki Profanacji, klangowanie basisty, skomplikowane solówki?

- Nie sądzę. Poza tym kto jak kto, ale basista ma duże zastrzeżenia do roli swojego instrumentu na tej płycie - uważa, że jest za cicho. Myślę, że jeśli ktoś lubi solówki gitarowe - bo, na przykład, sam jest gitarzystą - to bardziej się w nie wsłuchuje, a jeśli nie, to traktuje utwór jako "całość". Ja osobiście, choć nie potrafię grać na gitarze - zawsze się wsłuchiwałem w solówki Dr.Know z Bad Brains, a jako początkującego basistę zachwycił mnie klangujący bas w "Kolaboracji"...

- Dobrze, że wspomniałeś o Bad Brains. Jak pamiętam byli oni na scenie niesamowicie żywiołowi. Tymczasem Profanacja zachowuje się skandalicznie statycznie. Ty wprawdzie skaczesz jak szalony, ale reszta siedzi jakby była bardzo zmęczona czymś… Od czytania się tak zasiedzieliście?

- Sprawa gustu. Perkusista musi siedzieć, inaczej się nie da. Basista chce siedzieć, bo mówi (choć chyba kłamie), że jest stary i boli go kręgosłup. A gitarzysta stoi - to Ty kłamiesz - a nie skacze, bo się boi, że się pomyli, poza tym jest statecznym człowiekiem. A ja jestem szalony, hmmm.... A poza tym nigdy nie mieliśmy zamiaru nikogo naśladować. Każdy robi to, z czym dobrze się czuje. Po co udawać?

- Nie łap mnie za słówka. Stoi-siedzi - nie rusza się! Ale to by pasowało do pewnego takiego, "intelektualnego" stylu Profanacji. W tekstach wymieniasz Faulknera i Cortazara, Joyce'a i Hrabala, używasz trudnych słów w stylu "aksolotl", "abnegacja", że pozostaniem tylko przy "A". Trzeba dołączać słowniczki do tej płyty czy nie trzeba?

- A tak, tak, tak. Zmieniam zeznanie: statyczność na scenie wynika z przytłoczenia przeczytaną literaturą, jak najbardziej! Co do słowniczka - kurczę, mam nadzieję, że nie trzeba. Nie przyszłoby mi do głowy tak źle oceniać naszych potencjalnych odbiorców!

- Odbiorcy dziękują, ale ciągle nie wiedzą co to jest ten aksolotl…

- Tego akurat też nie wiedziałem przed przeczytaniem opowiadania Cortazara pod tym tytułem (aha, no tak... trzeba załączać opowiadania Cortazara do płyty...) - to ciekawa, wręcz niewiarygodna postać larwalna płaza ogoniastego (coś jak odpowiednik żabiej kijanki), która w drodze ewolucji (czy raczej "dewolucji") zaniechała przekształcania się w dorosłą formę, nabierając zdolności rozmnażania się w tej formie... Czyż to nie piękny przykład "celowej" abnegacji, czy wycofania się ze świata?

- Dobry pomysł na życie... Nie wiem czy ci mówiłem, ale "Trzy słowa" to już trzeci czy nawet czwarty znany mi przypadek, że punkowy zespół wykorzystał pomysł z filmu "Nienawiść" ze spadającym z wieżowca człowiekiem odliczającym "7 piętro, jeszcze nie jest źle". Przyznajesz się oczywiście, że to stamtąd?

- Tak. To znaczy mówiłeś i się przyznam. Po prostu wcześniej o tym nie wiedziałem, a pomysł (czy raczej przytoczona w filmie "anegdota") aż się prosił o rozwinięcie... Swoją drogą to, co ostatnio działo się we Francji przypomniało mi o tym filmie, i tym tekście... Tym razem to jednak był skok na bandżi (nie wiem, jak to się pisze...). Na szczęście. Na razie?

- Nagraliście na "Znaku" też 4 stare kawałki. Kwestia sentymentu czy jakaś próba odwołania się do - jak zazwyczaj mówisz - dwu waszych starych fanów?
- Dwóch jest nowych. Starych mamy z pięciu. A kwestia i sentymentu, i odwołania się do tych pięciu, i pokazania, że nadal te akurat kawałki są aktualne... Dodam, że decydując się na zamieszczenie ich na płycie, nie wiedzieliśmy jeszcze, że zdecydujesz się na wydanie reedycji "Zdarza się", choć w sumie nic takiego się nie stało, a okazja porównania dwóch wersji tych samych utworów na pewno ucieszy wszystkich siedmiu...

- Będziecie kontynuować ten trend? Chodzi o nagrywanie starych kawałków na nowych płytach… Mówiłeś, że niektórym będziesz zmieniał teksty?

- Chcielibyśmy. Na przykład myślę nad nowym, "uaktualnionym" tekstem do "Chaosu". Sądzę, że i "Dobre czasy dla kameleonów" doczekają się wznowienia, myślimy też o "Siostrze Annie", choć to trochę późniejszy numer... Oczywiście wszystko to pod warunkiem, że będą jakieś następne płyty. Ale wierzymy, że będą...

- A propos "Zdarza się" to podobno posłuchałeś sobie tego materiału po masteringu po raz pierwszy od paru lat… Jak wrażenia?

- Wzruszyłem się, mówiąc szczerze. Miałem to kiedyś na jakiejś "zjechanej" kasecie, ale już parę lat temu i tę, ostatnią, komuś pożyczyłem i już nie wróciła... No a tutaj od razu w takiej jakości! Trzeba przyznać, że Smoku wykonał kawał dobrej roboty! Aha, tak jak się spodziewałem, "Wyrzygaj to!" mnie setnie rozbawiło...

- Pacholęciem będąc bardzo mi się ten numer podobał i nie wiem czemu się nabijasz. Podobno "zerżnąłeś" go z Maryli Rodowicz?

- Pacholęciem będąc też mi się podobał. Rodowicz miała taki kawałek, coś tam było w tekście: "... zawsze byłam w opozycji, oczekuję propozycji...", który mnie zainspirował, ale nie ma tu mowy o jakimkolwiek plagiacie, co - mając na uwadze przypadek, jaki miał miejsce po udzieleniu Pasażerowi wywiadu przez niejakiego Lizuta - z całą mocą podkreślam. Nie ma po co sprawdzać. Naprawdę.

- Maryla nie czyta tej gazety. Daje słowo! A jak się prezentują według Ciebie bonusy? Nie ty je wybierałeś, tylko tzw osoby z zewnątrz, które tych waszych starych kaset miały więcej niż Wy sami i kilka Cię chyba wręcz zaskoczyło?

- No. Szczególnie to "Społeczeństwo konsumpcyjne". Nie miałem bladego pojęcia, że coś takiego ktoś (pewnie ja) kiedyś nagrał, nie mówiąc już o pamiętaniu tego kawałka (głównie melodii, do tekstów mam dobrą pamięć) - ale to chyba zaciekawi ze trzech z wyżej wspomnianej siódemki... No, chyba że... A reszta przede wszystkim jest świetnie "oczyszczona" (znowu ukłony dla Smoka) - większość z tych nagrań pamiętałem, ale w koszmarnie nie nadającej się do słuchania wersji...

- Jarek np poprawił te nagrania gdzie był wokal w jednym kanale, a instrumenty w drugim... Może nam zaserwujesz jakąś opowieść z czasów nagrywania "Zdarza się" dla młodych załogantów od starego załoganta?

- O! No więc słuchajcie (siedzicie wygodnie?): przyjechaliśmy do studia, nie braliśmy ze sobą żadnego alkoholu i przez dwa dni w skupieniu próbowaliśmy za pomocą dostępnego tam sprzętu i dostępnych nam umiejętności, nagrać ten materiał jak najlepiej... A wyszło jak wyszło... Trochę rozczarowujące, nie? Ale - właśnie przypomniałem sobie ciekawostkę - w chórku w "Więcej piwa" ryczy "kto tu pan!" taki rudy koleś, Paweł Bogocz, wówczas z zespołu Kasaya, który obecnie robi teledyski (oczywiście nie nam - zrobił m.in. "Wolność Słowa" Pudelsów)... I tak cienkie, nie? Nigdy nie byliśmy dobrzy w "robieniu" czy uczestniczeniu w jakichś godnych opowiedzenia przy piwie sytuacjach...

- Noooo. Ale bez alkoholu?

- No. Naprawdę.

- Potem ten materiał wydawały wszystkie punkowe manufaktury w Polsce. A trochę ich było. I prawie każda z inną okładką...

- Nie mieliśmy nad tym żadnej kontroli. Jako honorarium dostaliśmy chyba z dziesięć kaset od Klausa (okładka z mamutami) i w sumie ze dwadzieścia od Arlekinów (okładka z nieprzytomną kobietą). Ale teraz się wreszcie obłowimy! I jak tu nie wierzyć w sprawiedliwość dziejową!

- Nie wiem skąd ta wiara w obecne obłowienie. A nie wiesz jak to się stało, że Prosiak zrobił dwie różne okładki do tej kasety?

- Niestety, nie mam pojęcia. Szczerze mówiąc jedyny mój w tym udział, to chyba rzucenie kiedyś Klausowi pomysłu o mamutach - sądzę, że to właśnie Klaus załatwiał, chyba kumplował się z Prosiakiem... (brzmi to trochę jak niepublikowane fragmenty Kubusia Puchatka).

- Faktycznie nie przywiązywałeś wówczas wagi do takich spraw, nie wiesz, nie pamiętasz, nie masz...

- No głupio to teraz brzmi, ale tak było, cóż poradzę? Chciałem pisać teksty i docierać z nimi do ludzi - czy to przez koncerty, czy nagrania; cała reszta, te techniczne sprawy typu organizowanie, załatwianie, spotykanie się z ludźmi mającymi "dojścia" było dla mnie zawsze czymś potwornie irytującym i cieszyłem się, jeśli ktoś - wtedy był to akurat Klaus - chciał się tym zajmować... Dotyczyło to zresztą wszystkich członków Profanacji...

- I takie są efekty tego... A co w sprawie przyszłości Profanacji? Całkiem na początku grałeś na basie i coś mi niedawno wspominałeś, że Cię do tego znów ciągnie, co by się pewnie wiązało z postawieniem na czad a nie wirtuozerię…

- To taka luźna sugestia - mam w domu bas i z przyjemnością sobie na nim pogrywam. Jednak gdzie mi tam do Macieja! Mirek cały czas myśli o zrobieniu swojego zespołu, myślę, że gdyby chciał, to mógłbym z nim trochę pograć... Ale, jak powiedziałem, to luźne sugestie. A łączenie grania ze śpiewaniem jest dość kłopotliwe technicznie. Nie wspominając o tym, że trzeba by zapomnieć o skakaniu, a wtedy to byś się dopiero czepiał! Natomiast przyszłość Profanacji - jak każda inna zresztą - jest wielką niewiadomą, chociaż jak na razie nowe kawałki zapowiadają się dość ostro. Może czad i wirtuozeria?

- Wielu ludzi preferuje w Profanacji zwłaszcza teksty, więc może byś nam na koniec zaprezentował coś nowego?

- Hm... może "Automatyczny anioł w słuchawce telefonu mówi: Boga nie ma. Proszę zostawić wiadomość..." No tak, ja znowu swoje.

1 komentarz:

toxik boys pisze...

your site is cool! cheers from Chile