poniedziałek, 13 sierpnia 2007

LA AFERRA - MIŁOŚĆ



Ta płyta ma już kilka ładnych lat. Ale im dłużej jej słucham, tym bardziej się do niej przywiązuję. Jest jak wyrozumiały przyjaciel, bez którego niełatwo żyć.

Nie od dziś wiadomo, że La Aferra była jedną z najważniejszych kapel na rodzimej scenie niezależnej. Jej piosenki poruszały zawsze – niezależnie od tematyki. Zespół z Kalisza przeszedł prawdziwą (r)ewolucję. Jego członkowie z zielonych wojowników, stawiających przede wszystkim na przekaz, przeistoczyli się w świadomych własnej wartości muzyków-artystów. Właśnie to drugie oblicze odsłonili na swojej ostatniej płycie „Miłość”.

Poprzedni album „La Programo” ukazał się cztery lata przed „Miłością”. To długa przerwa, zważywszy, że dziś premierowe płyty wydaje się niemal rok po roku. Pamiętam, że z mocno bijącym sercem po raz pierwszy przesłuchiwałem kasetę z nowym materiałem. Dzięki relacjom z koncertów wiedziałem, że bardzo się zmienili. Niepokoiłem się więc, czy to nowe wcielenie do mnie przemówi. Wszak materiał powstał w innym składzie: bez wokalistki, z nowym perkusistą i dodatkowym gitarzystą. Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione...

Na „Miłości” nie ma szybkich, wypełnionych ideologicznymi sloganami kawałków. Nie ma manifestów słusznej drogi. Nie ma podziału na lepszych i gorszych. Jest za to sześć rozbudowanych, monumentalnych utworów o noise’owym klimacie, mówiących o ludzkich uczuciach: miłości, strachu, nienawiści. Wszystko doskonale dopracowane, bez przypadkowych dźwięków, idealnie współgrające. To, co słyszymy, to muzyczna pycha i melancholia jednocześnie. Każdy riff gitary, każde uderzenie w bębny, szarpnięcie basu i każdy krzyk są na równi przemyślane i spontaniczne – emocjonalne, niepoddające się schematowi. Szczere.

Dźwięki systematycznie powtarzają się, stwarzając jednocześnie miejsce, na następne i jeszcze następne. Sekunda po sekundzie w kierunku najwyższych emocji. Brudne gitary przywodzą na myśl Neurosis. Ale bez obaw, La Aferra ma własny, niepowtarzalny styl. Świeżości i swoistej przestrzeni dodaje utworom Patryk Cannon, wzbogacając brzmienie gitar i uzupełniając wokalnie Igora Strapko. Ten zaś kapitalnie odnajduje się w tej zmyślnej kompozycji melodii. Jego śpiew ma wiele odsłon. Od szeptu do krzyku. Od zwątpienia do nadziei.

Teksty utworów to hymny zafrapowanego życiem człowieka. Oszczędne w słowach, precyzyjne w znaczeniu. Podobnie jak cytaty z Dostojewskiego i Czechowa, które dobitnie podkreślają, jak ważna dla człowieka powinna być miłość. Bez niej świat jest „brudny, parszywy i nędzny”.

Okładka albumu dopełnia koncepcyjności tego dzieła. Czarne tło z wtopionymi czarno-białymi fotografiami. Szare litery wyznaczające teksty idealnie pasują do klimatu zadumy. Pod portretem młodej kobiety dedykacja: „Pamięci Mamy Poświęcam – igor”. I wszystko jasne...

Mijają lata, a ta płyta wciąż tchnie świeżością i prawdziwością. I wciąż pomaga zbolałej duszy złapać kolejny oddech...

La Aferra „Miłość”, Nikt Nic Nie Wie1999

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

fajna wspominkowa strona.
pozdrowienia dla twórcy tego miejsca i dziękówa za bardzo fajne materiały.
pozdrowienia serdeczne

tomek

annie's animal pisze...

what language is this ?
polish?
i can not translated with "babel fish" :(

igor/laaferra pisze...

fajowska strona, ciesze sie bardzo z materialu aferki z Zielonego Festiwalu, bo nigdy tego nie syszalem. Do tego cala masa pierwszorzednego cymesiku, graty!

Pozdrawiam i czekam na kolejne hity ;-)

Daniel pisze...

Witaj

Potrzebny mi jest skład z płyty "Miłość" grupy La Aferra.

Czy możesz mi ją przesłać?

Mój adres mejlowy info (at) archiwumrocka.art.pl

Pozdrawiam
Daniel

Anonimowy pisze...

marek/laaferra

fajnie że ktoś pamięta jeszcze ten zespół i chce go słuchać ja bardzo lubie wracać do tamtych czasów :)

Bartosz Rzepczyński pisze...

cześć,

cieszę się, że moja recenzja "miłości" Ci się spodobała i nie mam nic przeciwko umieszczeniu jej tutaj, ale mam prośbę, byś pod moim nazwiskiem podał źródło, czyli moją stronę: www.nowarzepa.art.pl

Pozdrawiam
BR

Roślinka pisze...

dzięki Kapitanie za te empe-trójki!

nie mam zielonego pojęcia jak zgrać materiał z kaset (o winylach nie wspominając ;)), żeby móc, zgodnie z duchem czasu, na mp3 posłuchać jednej z najważniejszych dla mnie kapel.

pozdrawiam!

kutang pan pisze...

nigdy nie bedziesz szedl sam,nie poddawaj sie! stado dzikich i wscieklych punx