poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Guernica y Luno - Święta religia Anarchii (live)



Opowiem wam historię o punkowym zespole, takim samym jak wiele
innych zespołów, grup. O zespole któremu jak wielu innym wydało się
że potrafi zmienić świat i stosunki w nim panujące, że zna recepty,
umie oddzielić dobro od zła, nienawiść od miłości, kłamstwo od prawdy.
Opowiem wam historię o ludziach, którzy poświęcili bardzo dużo,
może nawet to co mieli w swoim życiu najcenniejszego, na to by dojść
do zrozumienia prawd niepopularnych, do myśli niezależnych
ale własnych, będących wynikiem wielu wspólnych działań i przewarto-
ściowań. To nie będzie wesoła historia o tym jak zajebiście jest
grać w zespole punkowym, ani o problemach wewnętrznych poszczególnych
osób. Kogo miałoby to obchodzić????

To opowieść o złudzeniach zwycięstwa , dosadności porażek, podnoszeniu
się zwątpieniu i szukaniu dróg, o milionach niewykorzystanych możliwości

marzeniach i szczęściu. o tobie, o mnie, o tych co dopiero wchodzą
na scenę, o tych co są już poza nią, o tych co tkwią w niej, o nas.

Moja historia nazywa się GUERNICA Y LUNO i zaczyna się w 92 roku. W
XX wieku. To dla nas ważne, bo to 1/4 naszego życia i doświadczenia
tegoż złożyły się na to, że powstał taki zespól. Fascynacja? Tak,
na pewno fascynacja, ale i chęć grania, taka specyficzna wściekłość,
młodzieńcza eksplozja, albo trzeźwienie absolutne gdy w osłupieniu
wprawiały nas wiadomości docierające z zewnątrz. Jak to może być?
Jak to jest? Świat składa się z tylu nieprawości, tylu skurwysyństw,
oszustw, chorób, kłamstwa i wszyscy, albo prawie wszyscy przystają
na to? Jak to się dzieje, że na naszych oczach rozgrywają się sceny
rodem z fantastycznych opowieści, z tą tylko różnicą, że rozgrywają
się na prawdę. Że nie wiele potrzeba aby zginął człowiek, jeszcze
mniej aby go oszukać, aby nigdy nie potrafił się podnieść, trwał w
pokorze i karmił swoją wyobraźnię odpadami z pańskich stołów. Gdzie
przebiegała ta granica? Kto ją wyznaczył? Kto za to odpowiadał?
Tyle pytań i nagła chęć znalezienie odpowiedzi na nie. Wściekłość
na ten porządek. Dlaczego o tym nie mówić? Dlaczego nie chwycić za
instrumenty i chociaż wykrzyczeć całą emocję, gniew, zburzyć bariery
niemożności, strachu, i obojętności. Był Jacek - punk spotkany na
ulicy kiedy zapytał o nagrania NOMEANSNO, był Rafał Ciaho, był Jarek
przypadkowo poznany na wydziale humanistycznym uczelni na której
studiowaliśmy. Łączyła nas ta swoista subkultura, parę lat doświad-
czeń w niej, pierwsze zespoły, wspólne wyjazdy na koncerty, ziny
które wydawaliśmy, to poczucie, że ciągle jest tego mało, że nic i
nic się nie zmienia, że zastyga świat w w swoich formach. Dlatego
stała się GUERNICA Y LUNO. Pojawił się Tomek perkusista bardzo mło-
dy, z podwórka prawie, ale z takim uczuciem i emocją, że tylko
chwila upłynęła i już poczuliśmy się razem, zintegrowani, złączeni,
a każda próba wzmacniała w nas poczucie dobrego wyboru, szansy i
siły, którą powoli zaczynaliśmy dostrzegać. Długo nie graliśmy
żadnych koncertów, Robiliśmy za to dużo prób, wiele dyskutowaliśmy.

Poza nami, poza zespołem ale z naszym udziałem działo się w naszym
mieście wiele dobrego, z punkowych trzewi wyrastała akcja środowiska,
powstawały kolejne zespoły, odnajdywali się ludzie, i wszystkich
integrowało poczucie jakiejś wspólnoty. co konkretnie? Nikt tego
głośno nie mówił. Wspólne manifestacje, akcje, starania o koncert,
kamuflowanie imprez przed bonhedami, wzajemne dorzuty, ale i pijań-
stwa cementowały ludzi, ale chociaż miasto ograniczało nasze stara-
nia, to SŁUPSK zakwitał. Rodziły się owoce, zanim zdążyliśmy się
zorientować i sobą odpowiedzieć, szemrano-plotkarska informacja
o nas rozniosła się po kraju. To był przeciętny bardzo zespól. Ale
był razem, i nie tylko4 osoby stanowiły o nim. Na próbach w garażu
przewijała się masa ludzi, wszyscy byli z nami, dopingowali. I gdy
w końcu zaczęliśmy grać koncerty - wulkan spontaniczności przekonania
o własnych racjach eksplodował. Działo się to jakby koło nas,
obok, chociaż przecież to byliśmy my. Nie do końca chcieliśmy to
kontrolować, wiedzieliśmy że tam gdzie zaczyna się panowanie nad
sobą, kończy się emocjonalność, a wyznacznikiem sytuacji mogłoby
być wyrachowanie i automatyzm. W bardzo krótkim czasie wyszło na jaw
że wszystko co śpiewamy, co dostrzegamy, co jest treścią naszego
samostanowienia, docierało i do ludzi z innych miast, a oni chcieli
słuchać nas i naszych koncertów. Ta atmosfera pędu, energii, uciecz-
ki od koordynowanych zachowań, schematów, snu na jawie, łączyła się
z tekstami i stanowiła o nas, o Guernice. Czuliśmy się silni naszą
muzyką, naszym postrzeganiem świata, naszą niezachwianą wiarą w to
co robimy. Będąc w środku środowiska i osób przychylnych nam
jeszcze bardziej umacnialiśmy się w naszych przekonaniach. Ciągle
też patrzyliśmy i na siebie. Stąd może pojawiły się nasze teksty o
środowisku w którym żyjemy? Nigdy nie wynikały z chęci negacji, ale
raczej z poprawy, ułożenia stosunków w których byliśmy, one stawały
się naszym domem, ojczyzną, przystanią. A przecież tak jak my, o
sensie tego wszystkiego stanowią ludzie młodzi, może dla tego pyta-
liśmy skąd ta jasność i pewność w precyzowaniu wroga, skąd przeświad-
czenie, że my jesteśmy dobrzy, nieskazitelnie czyści, a oni nasz
wróg, działają na szkodę. To były bardzo niechciane pytania, bo do-
tykały sensu egzystencji, hamowały radosną twórczość, ale im dłużej
graliśmy, byliśmy ze sobą, to wątpliwości zamiast ubywać, przybywało
więcej i więcej.

Ubieraliśmy je w słowa - pełne smutku i żalu, ale też prawdy, bo
chociaż nie wiedzieliśmy wiele o świecie, to woleliśmy mówić
prawdę niż udawać nieświadomych. Ubieraliśmy je w muzykę - proste
ostre dzwięki, głośne mocne i przesterowane, szybkie takie jakie
najłatwiej było nam wydobyć i opanować. Graliśmy coraz więcej kon-
certów, wraz z nimi rosła nasza legenda. Gdybyśmy byli na scenie ofi-
cjalnej nie wahałbym się użyć słowa rock`n`roll, ale to była under-
grundowa scena i tu raczej nie wypadałoby tego mówić. Właśnie -
- nie wypadało. Jak nazwać jednak sytuację gdy na koncertach jedyne
co się liczyło to szybki rytm, ostra gitara. Jak nazwać chwile gory-
czy jeszcze gorsze niż pałowanie gliniarzy, gdy grasz i widzisz tych
najebanych ludzi. Wiem, od nikogo nie mogę wymagać, aby wybrał to
samo co my, każdy panuje sam nad swoim życiem i sam postanawia o
sobie, ale jeśli mogę cokolwiek wybrać i decydować, to moja odpo-
wiedź no to - NIE. Lepiej przestać grać koncerty, nie udawać
że się tego nie widzi. Lepiej odpuścić, niż przejść do porządku
dziennego i poświęć najpiękniejsze swoje dni takim sprawom. Z sza-
cunku dla samego siebie. Bardzo się cieszę, że G.Y.L. już nie gra,
bo gdyby dalej grali, mówili co myślą, krzyczeli o tym co nam
się nie podoba to zamieniłoby się w masową produkcję, w ten znie-
nawidzony rock`n`roll... wobec którego tak mocno się wypowiadaliś-
my. Cóż po kolejnej płycie z okrzykiem niezgody, cóż po koncertach
jeśli ty i ja przyzwyczaimy się do tego, jaka jest nasza rola i Jaka
jest twoja rola? Będziemy się na wzajem adorować???


GUERNICA - gdy przybyło tych wątpliwości, znaków zapytania,
nadal grała i była, chociaż zmienił się skład i z pierwotnego
zespołu, energetycznego, młodzieńczego wykluł się coraz bardziej
świadomy i technicznie doskonały twór. Pojawił się Wojtek, poja-
wił się Piotre,była Mrówa, a w nad po tych latach narosło prze-
konanie, że jest tu coś nie tak i chociaż do końca nie wiedzieliśmy
o co tu chodzi ,to infektowaliśmy się kolejnymi niewiadomymi. Na ja-
kim etapie punk's znaleźliśmy się ze swoją muzyką? Czy specyfika
życia w tym kraju nie każe zupełnie inaczej reagować na określone
sygnały. Ile można podróżować po Europie i oglądać inne kapele,
sprzedawać drożej koszulki, muzykę, kraść płyty i nazywać to ideo-
logią punk? Jak możemy porównywać się z punkiem - sceną na
zachodzie, gdzie zasiłki zawsze starczają na przetrwanie, na re-
belię punk? Jakie są powody, że ci którzy przejrzeli na oczy i
dostrzegli sens wszystkiego albo podejmowali decyzje o końcu
grania, albo staczali się na dno uzależnień chcąc zapomnieć?

Któregoś dnia G.Y.L. zobaczyła, że nie ma jednej drogi. Zobaczyła
że jest ich tysiące i każda ma swój cel. To był piękny dzień. Zoba-
czyliśmy, że nie zespół, nie koncerty stanowią o nas, że kraty wię-
zienia można rozbić innymi sposobami. I to było nasze wielkie zwycię-
stwo. Nie utożsamiać się z jedną formą w poszukiwaniu, nie wyrzekać
się buntu, ale i nie traktować go ostatecznie i niepodważalnie. Nie
bać się być samym nie tylko wobec otaczającego zła, systemu, ale
także wobec subkultury, której wszystkie drzwi pozamykane są od
środka i ciężko, bardzo ciężko jest przełamać panujący schemat zza
granicy. Schemat, który tam wydaje się być adekwatny do rzeczywistś-
ci, ale tu jest tylko wynaturzeniem i wydaje się, że nie sprosta
naszym wymaganiom. Mentalnie punk jest parę lat przed zachodem, mamy
dawno za sobą doświadczenia buntu, walk ulicznych, ciągłych protes-
tów, życia na krawędzi rewolucji. Jednak Polacy ciągle będą się
zachowycać modą, muzyką, ubiorami - s będzie to puste i zgubne.
Tak to teraz widzimy, tak to widzieliśmy i wtedy, dlatego wszl-
kie odniesienia do zachodu traktowaliśmy z dystansem, bardzo, bardzo,
ostrożnie. Punk był jako muzyka i idea skrajnie artystyczna i w USA
potem Anglii jak najlepsza moda, jak grunge, czy RAP dzisiaj, po-
tem Clash przejmując dużo z reggae przenieśli część lewackiej reto-
ryki do tekstów, rozwinęli to inni - Crass, Conflikt. Amerykanie
jeszcze bardziej technicznie dojrzali od zachodu Euroy, ale umysł-
wo ignoranci, przejeli od Anglików idee, przeszczepili na swój
grunt i jeszcze mocniej pchneli myśl politycznego wyścigu i zgania-
nia wszystkich, którzy nie działają i nie myślą poprawnie. Socjolo-
giczny bełkot i Dead Kenedys i crusties, ożeniony z industrialną
cywilizacją, podany na tacy rozczarowania porządkiem świata jaki jest
typowy dla ludzi młodych, podbił umysły części zbuntowanych. Manife-
sty budowane na prostych opozycjach dobro - zło, oni - my, zły
system - dobry system, przedstawione w czytelny sposób do ostrej
muzyki zawsze znajdą swoich zwolenników. "Ale jeśli jeden palec w
dłoni wskazuje na pewny stan, to pozostałe wskazują na nas" -
powiedział Bob Marley. W poszukiwaniu winnych, zbrodniarzy, tych
którzy ustanawią taki porządek świata jaki obecnie panuje, punk
pozbawił się swoich korzeni, odszedł od swoich pierwocin. Zatoczył
zbyt duże koło, i sam zaczął kopać pod sobą dół. Pieniądze których
jest tu dużo i ich brak, politycal correct i wojna ze schematatem z
narzucaniem sztucznych barier, zabawa, melodia, walko o charmonię i
porządek na świecie, i programowy chaos. Czym stał się punk? Tymi
antynomiami? Walką i jej brakiem, apatycznym zmęczeniem i wyzwaniem
rzuconym społeczeństwu, chociaż już w chwili jego wypowiedzenia
wiesz, że nie wygrasz.

A jeśli masz wątpliwości i brak ci sił i wiary bardzo łatwo odje-
chać. Wiesz gdzie. Tam gdzie większość Polaków w piątkowy i sobotni
wieczór.
Liczy się podróż do Itaki, samostanowienie, świadczenie sobą,
swoją osobą o swoich indywidualnych wyborach. Bo tylko na tej płasz-
czyźnie można czuć się godnym partnerem dla systemu, można stawiać
mu czoło z podniesioną głową. Kiedy piosenki przestają się liczyć, i
utożsamianie z grupą przestaje mieć sens, bo ludzie co prawda żyją
w stadach i muszą się identyfikować z określonymi grupami, ale indy-
widualnie płacą swoim życiem za poniesione wybory. I to jest nasze
zwycięstwo. Pewnego dnia było dane nam odkryć, że nie istnieje jedyna
droga. I już nie muśieliśmy śpiewać i grać aby szukać takich prawd.
Znaleźliśmy. Jesteśmy GUERNICA Y LUNO. Znaleźliśmy swoją wolność.
Jeżeli w punk o coś chodzi, to właśnie o to. Zwyciężyliśmy.


A G.Y.L. istnieje dalej. Zobaczysz ją na koncertach każdej
punkowej kapeli. Każdej ostrej, wściekłej, bezkompromisowej, pełnej
buntu i temperamentu kapeli, która by wiele dała za rozbicie tego
co złe i ustanowienia jakiegoś czytelnego porządku. Bo i G.Y.L. i
te wszystkie zespoły łączy coś, czego bezskutecznie szukać i wypa-
trywać wśród rock`n`rollowych oszustw. PUNK, warto się było naro-
dzić.

Guernica Y Luno
za: http://guernicayluno.republika.pl/



„HYMN MIŁOŚCI” Guernica Y Luno

Jak zamknąć mordę strajkującym w szpitalach? Jak znowu włożyć gówno w tępe ludzkie głowy, jak nauczyć aby znów nienawidzili i odczekać aby zapomnieli? Jak wpoić posłuszeństwo, okłamać zasiłkiem, zmusić do pokory by nie mącili ciszy bankietów, po­siedzeń, zebrań, kurtuazyjnych wizyt i politycznych sporów? Zamknijcie im mordy, wykastrujcie cenzurą, włóżcie w twarz obietnice bez pokrycia, dajcie im broń w postaci podwyżek, których wartość spada bo wzrasta inflacja, zamknijcie im mordy tresurą jak w cyrku, tak aby bali się srać ze strachu. zamknijcie tam na arenie przed ludźmi, tak aby bali się srać ze strachu. zamknijcie im ryje telewizją i zasiłkiem, niech jedzą chleb, piją piwo, wino, wódkę, oglądają mecze, kłócą się na stadionach, która drużyna jest lepsza, niech boją się samych siebie. Czują oddech religii i wojska, niech plotkują śmieją się, obgadują, zdradzają i pieprzą swoje żony. TYLKO po to abyście mieli spokój, z pomocą ich pokory, bezmyślności i głupoty mogli wejść do NATO, zdobyć zaufanie banków, tylko ci co płacą nad wami mają władzę, rżną was w dupę, obciągacie im kutasy, głosujecie za Chinami gdy w Tybecie płonie wolność, sprzedajecie czołgi, koncesje na broń, tylko ci co płacą nad wami mają władzę. Ksiądz, generał, prokurator, nauczyciel, za plecami prezydenta liczą pieniądze, powiewają flagi, zbliża się państwowe święto, msza dla generała, defilada dla papieża. pokazowe procesy dla studentów, naukowe stopnie od prezydenta. Lee Oswald dlaczego nie urodziłeś się w Polsce dwadzieścia lat później? Zamknijcie im mordy, nie ma innej możliwości, podwyżki zasiłek, dużo wolnych dni od pracy, święta państwowe i święta religijne, sto kanałów w telewizji i setki rozgłośni. dużo jedzenia i alkoholu w sklepach, niech ćwiczą pamięć powtarzaniem reklam. Zamknijcie im mordy, przegłosujcie kilka uchwał, w obronie zdrowia, moralności, konsty­tucji. odbierzcie im argument, pracę, związki zawodowe, niech rzygają, śmieją się, przesiadują w pubach, niech chleją alkohol mają satysfakcję z życia, a młodzi odkrywają nową drogę, narkotyki. Zamknijcie im mózgi, dla mądrych więcej książek, niech każda mąci w głowach, stawia nowe pytania, pozostawia bez realnych odpowiedzi, szarpie sumienia, energią wrażliwością. Zamknijcie im mordy niech się wieszają, zapłodnione dziewczyny zmuszajcie do porodów, całe życie to za mało, by się mogły mścić na dzieciach za podłość skurwy­synów, brak uczucia i miłości, zamknijcie im macice, wymierzajcie kary, niech rzucają się pod pociąg, wyskakują z okien, tym co usu­wają grajcie na sumieniach, niech nigdy nie podnoszą ręki na boską władzę, dużo seriali, dostęp do zachodnich stacji, niech szukają ulubionych zespołów i idoli zwiążcie im ręce, tak by nie widzie­li sznura, ale aby na karku czuli oddech władzy. pieniądze, modlitwa, ekologia, disco polo, obiecajcie więcej niż możecie obiecać. i tak nie spamiętają, a omamią ich słowa, i tak was wybiorą i wybiorą was znowu. MĄDRZE mówcie, mroźcie oczy przed kamerą, wyglądajcie schlu­dnie, poprawiajcie krawaty, cytujcie filozofów. ale mówcie proste słowa, obiecajcie wiele, ale róbcie smutne miny, golcie się rano, nie pilcie papierosów, prześladujcie zło i nie skrywajcie uczuć. Mówcie o młodości, o biedzie i o matce, wtrącajcie strofy narodowych poetów, pokazujcie się na meczach, wspominajcie o żonie, Piłsudskim, honorze, kardynale i papieżu , stosujcie dietę życia, byście młodo w wyglądali, tak aby w wyborach znowu na wasgłosowano, czy nią ma przeciwnika, który wygra walkę z wami? bo gdy jedni mają głos i zaciśnięte pięści, wy macie maszyny co zatykają głos i ludzi w mun­durach, którzy aresztują pięści, zamknijcie im mordy niech się uspokoją, niech idą do wojska, albo do złodziejskiej pracy, do policji, do mafii albo biorą ślub i każdy niech się martwi o pensję niech czytają gazety, żony gniją w kuchni, faceci niech się ślinią gdy widzą modelki, wyrwijcie im języki, lecz pozwólcie czasem mówić, zwiążcie im ręce, lecz pozwólcie czasem działać, niech mar­nują energię, zdrowie, wyobraźnię, nie zabierajcie wódki, papiero­sów, narkotyków, tym zwyciężycie w następnych wyborach, a oni będą wam wdzięczni do końca życia. Pieniądze, narkotyki, wódka, dopływ tlenu, infiltracja środowisk młodzieżowych, robotniczych, publiczna telewizja, polityka kulturalna.. zamknijcie im mordy, teraz, jest wasza kolej, jesteście u władzy i wy decydujecie kto jest chory i kogo trzeba leczyć. Teraz jest wasz ruch i wy decydujecie, kto jest chory i kogo trzeba leczyć.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Hi I'd like to thank you for such a terrific quality site!
Just thought this is a nice way to introduce myself!

Sincerely,
Sage Brand
if you're ever bored check out my site!
[url=http://www.partyopedia.com/articles/blues-clues-party-supplies.html]blues clues Party Supplies[/url].